Tytuł oryginału : Home body

Data wydania:2020-12-01

Data 1. wyd. pol.:2020-12-01

Liczba stron:384

Język:polski

Tłumacz: Anna Gralak

Nowy tomik autorki poetyckich bestsellerów „Mleko i miód” oraz „Słońce i jej kwiaty”, których na całym świecie sprzedano już prawie 10 milionów egzemplarzy. W nowym tomiku poezji Rupi Kaur zabiera czytelniczki w intymną i refleksyjną podróż: do przeszłości, w teraźniejszość oraz ku potencjałowi „ja”. „Dom ciało. Home body” to zbiór szczerych rozmów z samą sobą, przypominających o tym, by chłonąć miłość i akceptację, by być częścią wspólnoty i rodziny, by wierzyć w zmianę. Motywy natury i kultury, światła i ciemności znalazły tu dopełnienie w postaci ilustracji autorstwa samej Rupi. ~ lubimyczytac.pl

,, Dom Ciało ” to już nasze trzecie spotkanie ze znaną poetką Rupi Kaur, która porusza bardzo ważne kwestie w swoich wierszach, dzięki czemu gromadzi czytelników na całym świecie. To właśnie ona wprowadziła ten styl pisania, który charakteryzuje się krótkimi myślami, przelanymi na papier. Głównie są to wiersze wolne.

Choć nie do końca byłam przekonana, by sięgnąć po jej twórczość, to jednak postanowiłam dać oto kolejną szansę, mając nadzieję że tym razem zaskoczy ona nas czymś zupełnie nowym i świeżym. Niestety dostaliśmy to samo, co pojawiło się w poprzednich dwóch tomach.

Kaur skupia się w swoim tomie na miłości do samej siebie i akceptacji takim, jakim się jest człowiekiem, co bardzo dobrze się czyta. Jej krótkie wiersze przemawiają do mnie, sprawiając że gdzieś tam w środku pojawia się siła i duma, na myśl o tym że coraz więcej osób mówi wprost o tym i nie boi się oceniania przez innych. Nie byłoby by to złe, gdyby nie fakt że czytaliśmy już o tym w jej dwóch poprzednich tomach, co staje się dla mnie problemem podczas czytania ,, dom ciało ”.

Drugim problemem natomiast jest można by rzec rozchwianie emocjonalne autorki, ponieważ na jednej stronie czytamy o jej potrzebach, w tym na przykład braku bliskiej osoby, mężczyzny który pokocha ją taką, jaką jest kobietą, nie ważne czy z depresją, traumą i ciągłym niezdecydowaniem. Właśnie, niezdecydowanie to nieodłączny element tej książki. W jednej chwili autorce brak tej owej miłości, lecz później twierdzi że jednak jej nie potrzebuje, bo jest na tyle samowystarczalna, by kochać siebie jak nikt inny jej by nie pokochał. Więc o co właściwie chodzi? Czy Kaur jest wystarczalna, by nie szukać odpowiedniego dla siebie mężczyzny, czy też chciałaby założyć z kimś rodzinę i jednak mieć kogoś w swoim życiu?

Przez tomik ledwo przebrnęłam, czując przez cały ten czas niechęć i wielki niesmak, ponieważ mamy tu poruszony temat molestowania w dzieciństwie, któremu jak możemy się domyśleć niestety autorka padła ofiarą. Jednak przeplatanie tego tematu z potrzebą seksu i pisaniem, jak bardzo autorka wielbi i podziwia samą siebie, nie jest według mnie dobrym pomysłem. Myślę, że nie powinno robić się z takich wydarzeń, jak również i traum których doświadczyła Kaur wierszy, bo jako czytelnik czułam jak wyżej wspomniałam niesmak a nawet i zażenowanie, że jest to połączone wraz z seksem, przechwalaniem się i użalaniem.

Kaur również nie potrafi zapomnieć o tym, co czyniło się w Indiach, a o czym większość boi się mówić, bądź po prostu nie chce, jednak autorka nie boi się o tym głośno powiedzieć. Kobiety były gwałcone, mężczyźni zabijani i torturowani, lecz według mnie ten temat powinien być poruszony w osobnej książce, dajmy na to choćby autobiografii Pani Kaur, którą z wielką chęcią bym przeczytała.

Temat masturbacji, którą Kaur uważa za medytację, czy rozchylenie nóg i przeniesienie kogoś swoją cipką do raju, wywołuje u mnie rozczarowanie, ponieważ kompletnie nie rozumiem zachwytu nad takimi wierszami, a jeszcze bardziej nie mogę pojąć tego, że autorka wlepiła te wiersze obok wspomnień o molestowaniu czy wykorzystywaniu w swoich byłych relacjach.

Rupi nie może znieść również rasizmu, choć nazywa swoje ciało brązowym i imigranckim. Nie lubi również kapitalizmu, ale nie chce również wnieść czegoś nowego, spróbować swoich sił i może pokazać nam inny styl pisania. Jest zagubiona i nie wie, co mogłaby zrobić by być szczęśliwa. Żyje w swojej przeszłości, rozmyślając zbyt wiele jednocześnie o przyszłości, jaka ją czeka. Dlaczego nie zatrzyma się na moment, by spojrzeć na to co otacza ją obecnie? Ciągle czytamy o tym, co spotkało ją w przeszłości, więc być może czas aby rozejrzeć się wokół i powiedzieć nam co naprawdę ją uszczęśliwia? Co robi za dnia? Gdzie chodzi w dni wolne? Co prócz pisania ją fascynuje, jaką herbatę pije i co jest jej marzeniem?

Wszystko co mamy okazję przeczytać, jest zbyt brane do siebie i przekształcane w coś na kształt pseudo polityki, przez co sama Kaur nie może się od tego uwolnić. Pisze o tym, jak bardzo obecna polityka jest zła, lecz nie chce rozwinąć swoich myśli bardziej na ten temat. Nie podejmuje żadnych działań. Może warto porozmawiać ze swoimi czytelnikami o obecnej polityce, jakiś protestach? Zacząć rozmawiać o tym, co można by było zmienić na tym świecie. Większość jej wierszy wydaje się być spłycona, przez co traci swój potencjał na coś o wiele bardziej ciekawszego. Brakuje mi tu czegoś autentycznego, przez co mam wrażenie jakbym gdzieś już czytała tą książkę. Ach tak, czytałam już ją dwa razy.

Nie ma w niej nic, prócz czytania o byciu wojownikiem, boginią czy po prostu ofiarą. Myślę, że Kaur powinna zwyczajnie otworzyć się na świat, pokazać jaką jest osobą, co sprawia że staje się wrażliwa i zła, zamiast pisać ciągle o braku akceptacji, toksycznej relacji, złych rodzicach, ponieważ to już było! Zamiast tego z wielką chęcią poczytałabym o jej dalszej drodze, planach na życie, pragnieniach do jakich dąży spełnienia i leczeniu swojej duszy jak i złamanego serca.

Jedyne co czyni pisząc swoją poezję, to pouczanie nas jako czytelników i informowanie, co jest złe a co dobre. Dowiadujemy się z jej tomów o niewielkim odłamku życia osobistego, jednak nie zagłębiamy się na tyle, by poczuć ten ból którego doświadczyła sama autorka. Jest znana na całym świecie, jednak czuję jakby wcale nie było tego zrozumienia i wzajemnego jednania się z Kaur. Mówi nam to co już wiemy, jak i istnieje od samego początku. Świat się zmienia, ludzie wciąż zmagają się z rasizmem, depresja i lęk czy nerwica to codzienność, o której wielu nie chce mówić, bądź nie chce tych chorób zrozumieć. Nikt z nas nie będzie żył wiecznie i wszyscy doświadczamy na swój sposób cierpienia.

Jednak tak naprawdę nie można spojrzeć na ten świat oczami Rupi Kaur, bo nic o niej nie wiemy. Nie mówi nam o swojej codzienności, o swoich nawykach i problemach. Nie wiemy z czym zmaga się na co dzień i jakie są jej ulubione miejsca. Ani nawet czym się tak naprawdę interesuje.

Ta książka nie jest zła, jednak nie zamierzam czytać jej drugi raz. Miałam nadzieję, że styl pisania Kaur się zmieni i zobaczymy coś zupełnie nowego, jednak znów dostaliśmy to samo co przedtem.

Jako pisarka nie rozwija się, przez co ciągle stoi w miejscu ze swoim stylem, nie dając nic innego jak odgrzewany kotlet po raz trzeci.

Książka dostępna do kupienia tutaj:

This error message is only visible to WordPress admins

Error: No connected account.

Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.